piątek, 31 października 2014

Tekst: Dzieciak mojego księcia z bajki 1/3

Cóż, blog miał być o wszystkim i o niczym, z naciskiem na kategorię "znaczna część mojego jakże fascynującego życia" (... co aktualnie stanowi jedyną kategorię i obawiam się, że zbyt szybko nie ulegnie zmianie). A znaczą część tego życia wypełnia cukier, kawa, scrollowanie Tumblr i unikanie odpowiedzialności ... Sara, zamknij się i przestań kończyć za mnie zdania.
Niemniej jego znaczną część wypełnia pisanie. Idzie mi to na tyle znośnie, że ludzie komentują pozytywnie, więc piszę jeszcze więcej. 
Czasem naprawdę dziwnych rzeczy.

wtorek, 16 września 2014

Wśród ludzi, wódki i broni

Ris spędził tydzień na odwyku od komputera, kawy i dużego, przyjaznego, ciepłego prysznica, bo pojechał na wyjazd studencki. Wywieźli go na jakieś zadupie godne miana Centrum Niczego 2.0, bo na lewo las, z tyłu las, na wprost las, po prawej jezioro. Znaczy dzicza, brak cywilizacji i banda studentów dookoła wyraźnie domagających się zastąpieniu krwi wódką w krwioobiegu.
Ach, te obozy przetrwania.

czwartek, 24 lipca 2014

Życie dorosłe jest piekielnie podstępne i dopada Cię w najmniej spodziewanym momencie. 
Mogę kupować alkohol? Spoko.
Muszę wybrać kierunek studiów? Spoko, jeśli nie liczyć lekkiej depresji i walenia głową w ścianę godzinami.
Załatwiam to i tamto w urzędzie? Spoko.
Diler zostawia mnie samą z interesem, gdy potrzebuje pięciominutowej przerwy? Spoko.
Opiekuję się dziećmi? Spoko.
Szukam pracy? Spoko.
Jadę oglądać mieszkanie ze Zmorą? Spoko.
Muszę kupić pralkę do nowego mieszka-... czekaj chwilę. Pralkę? Kupić? Muszę kupić pralkę do swojego mieszkania, do którego się wyprowadzę i stanę się samodzielną, niezależną od nikogo jednostką? Będę mogła wracać do domu, kiedy będę chciała, nie będę musiała nikomu się meldować, sama będę musiała myśleć o wszelkich domowych obowiązkach...
POMOCY.

niedziela, 13 lipca 2014

Dlaczego należy mi odpisywać na FB

Zmora jest chora. Mniej, niż wczoraj, ale jej stan wciąż jest wątpliwy. Ja cały dzień sprzątam i nucę szczęśliwe piosenki, więc ze mną też nie jest najlepiej. Ale nie o to chodzi. Rzecz w tym, że czasem, jak ktoś zniknie bez słowa w trakcie rozmowy albo go najzwyczajniej w świecie nie ma... moja wena zaczyna wariować. Dla przykładu Zmora dzisiaj oberwała słowotokiem kręcącym się wokół mojego życia po jej śmierci.

środa, 28 maja 2014

O tym, jak stałam się fanką własnego związku

Matura minęła zadziwiająco szybko, ujawniając mój kompletny brak wiedzy wymagany na samym egzaminie, skłonność do pochłaniania niezdrowych ilości czekolady oraz energetyków w chwilach stresu, niesamowitą kreatywność, o którą nie posądzałam samej siebie (opowiadania w stylu "Moja dziewczyna czytała porno na moim pogrzebie" czy "Pytania, na które Bóg powinien odpowiedzieć w pierwszej kolejności"), podejrzaną chęć do utrzymywania porządku w całym domu oraz fakt, że trzeci sezon "Once upon a time" trzyma poziom i Hook jest ekstra. Dowiedziałam się również jak grać w Minecraft, że kryminologia w Gdańsku brzmi świetnie, a poziomy w Candy Crush Saga mogą iść niesamowicie szybko. 

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Odcinek z życia maturzysty

No dobra. Kiedyś musiał nadejść dzień słowotoku o maturze. Dzień nadszedł, bo chodzą pogłoski, że matura za tydzień, bo Zmora Mojego Życia śpi, a Nemezis pałęta się... Hades wie gdzie. Może brata swojego morduje. Och, mam nadzieję, że nie, nie mam czasu na zakopywanie zwłok.
Bo mam maturę. I tu dochodzimy do obecnego, smutnego punktu mojego życia.

czwartek, 17 kwietnia 2014

Cywilizacja w lodówce jest na dobrej drodze do przejęcia władzy nad światem

Moja lodówka jest w świecie znana z tego, że robi za świetną podstawę broni biologicznej, jest niebezpieczna i można się do niej zbliżać jedynie z palnikiem, bo ruszanie jej bez niego zakrawa na narażanie własnego życia. Ów wiedzący o tym świat za duży nie jest, ale podejrzewam, że jakieś sześć miesięcy, w porywach do roku, usłyszy o mojej lodówce lwia część kontynentu - mniej więcej w dniu, kiedy owa lodówka wyewoluuje do wielkiego potwora pustoszącego moje Centrum Niczego.
Dobra, trochę później. Zanim spustoszenie tej dziury dojdzie do cywilizacji i ktoś to zauważy, lodówka zdąży pożreć Tokio.
Do tego dnia jednak pozostało jednak trochę czasu.

sobota, 12 kwietnia 2014

Rodziny się nie wybiera

Z Siostrzycą sytuacja jest jaka jest. Ja uważam, że to piękny wyraz miłości z mojej strony, w pełni obrazujący to, jak wielkie pokłady ukochania do bliźniego w sobie noszę, o tolerancji, zrozumieniu i cierpliwości nie wspominając. Inni zaś są zdania, że tylko czekam aż będę miała okazję, by wbić jej nóż w plecy.
Nie wiem o co im chodzi, ja uważam, że nikt nie docenia ogromu mojego uczucia, jakim ją darzę, chociaż jest głupia, ma wszy i śmierdzi kapustą. 
Ona się zarzeka, że również jestem głupia, śmierdzę starymi skarpetkami i mam owsiki.
Czasem zdarzy nam się wymieniać argumentami.

piątek, 11 kwietnia 2014

O wychowywaniu dzieci i szatanie w głębi duszy

Żyję z dwójką dzieci. Tylko przez trzy dni w tygodniu i dzieci moje nie są (chociaż jestem pewna, że spora część społeczeństwa, która słyszy padające z moich ust "moje dzieci" uważa inaczej), ale jednak jestem zmuszona do obcowania z nimi, bawienia, karmienia i... cóż, wychowywania.

środa, 2 kwietnia 2014

O adresie słów kilka

Znalezienie adresu spędzało mi sen z powiek, czy raczej - biorąc pod uwagę to, czym obecnie zajmować się powinnam - maturę. Nie rozpaczam jakoś szczególnie. Zacznę za miesiąc pewnie, jak dotrze do mnie, że nie wiem w którym roku Karol VI (Albo IX) wprowadził sankcję pragmatyczną albo jakie były przyczyny, skutki i przebieg wiosny ludów. Znaczy na panikę mam czas, założenie bloga na slowotoki uznałam z kolei za rzecz priorytetową.
Szczególnie, że wybierałam między nauką historii, a siedzeniem z rodziną, która tego dnia się zjechała w zatrważającej ilości osób dwudziestu.
Znajomi, którzy wiedzieli ilu ludzi w moim domu było i którzy następnego dnia usłyszeli ode mnie "nie mogę teraz, biegam z łopatą po ogrodzie" wyrazili zaniepokojenie, czy aby ilość członków mojej rodziny drastycznie nie spadła.
Nie spadła. Ale było blisko. Zawsze jest blisko mordu, gdy w zasięgu wzroku jest więcej, niż jedno dziecko.
Jedno, ciche, grzeczne, wytresowane dziecko.
Ewentualnie dziecko w zestawie z Młodym. Młody już jest w tym wieku, że gdy wpadają goście to razem ze mną chowa się pod kocem i udajemy, że nas nie ma.
Dlatego też można założyć, że było dwudziestu gości, w tym szóstka dzieci i Młody.
... ale ja nie zaczęłam od opowieści o tym strasznym dniu, kiedy przyczepiło się do mnie jakieś obce dziecko tulając się, zapewniając o swojej miłości i ciągnąc mnie wszędzie. Uznałabym, że to jakaś wada wrodzona brak instynktu samozachowawczego, ale nie - inne dzieci też tak mają. Nie wiem co im robię, że do mnie lgną. Może powinnam zacząć gryźć, żeby się trzymały z daleka.

Adresem męczyłam również istoty, które miały akurat nieszczęście ze mną rozmawiać.
Po którejś z kolei propozycji, która brzmiała "blablabla.blogspot.com" uznałam, że albo ich kreatywność jest tak kiepska jak moja albo że mają mnie naprawdę dość.
W obydwu wypadkach dałam im spokój, bojąc się, że zostanę porzucona raz na zawsze.

Piwnic nie lubię. Żeby było jasne. Są ciemne, pełne pajęczyn, trupów, szczurów i mnogich cieni, które brzmią jak przepis na zawał w młodym wieku. Mam do spełnienia swój życiowy cel, nie chcę mieć do czynienia z zawałem w takim młodym wieku! D:
... mam do znalezienia cel życiowy. Potem zobaczymy jak ze spełnieniem.
Chyba że liczymy wyhodowanie krakena w mojej lodówce, która ma świetne zadatki na broń biologiczną, to wtedy tak - cel życiowy mam. Do spełnienia jego brakuje mi jedynie ośmiornicy, którą do lodówki bym mogła wrzucić, by tam w pożądane przeze mnie stworzenie wyewoluowała.
Muszę poprosić moją mnogą rodzinę, by zrzuciła się dla mnie na ośmiornicę na urodziny. W podziękowaniu za ten dar wspaniałomyślnie złożę krakenowi jedno z dzieci w ofierze, by rodzinie zapewnić odrobinę spokoju.
... to nie tak, że nie lubię dzieci i chciałabym wszystkie wymordować, a mój instynkt macierzyński, który powinnam mieć zakodowany w genach jest prawdopodobnie tam, gdzie mój instynkt (znaczy gdzieś daleko, najpewniej na Karaibach pijąc drinki z palemką). Po prostu moje podejście do dzieci jest... specyficzne.
No co, no? Zabierają mi lizaki! :<

Piwnica niemniej wzięła się stąd, że poszłam - w akcie desperacji - szukać inspiracji w piosenkach. Inspirację znalazłam, z radością poszłam zakładać blog. Tu mnie przystopowało, bo taki blog został już zajęty przez jakąś laskę, która koniecznie postanowiła podzielić się ze światem swoją opinią na temat kremu do twarzy i zrobić to na oczojebnym, różowym, w kwiatki tle, po czym najwyraźniej zakończyła swoją blogową działalność uznając, że jeden tak ważny post jest absolutnie wystarczający, najpewniej spełnia ją życiowo i pozwala umrzeć w spokoju.
Mam teorię, że umarła, bo na moje skromne pytanie, czy adresu odstąpić by nie zechciała - nie odpisała.

Więc poszłam dalej i tak została piwnica - od "W piwnicy u dziadka". Utwór do bloga ma się nijak, ale uznałam, że "piwnicaeris" brzmi lepiej, niż "niemampozwolenianabroń". I jest krócej.

Pomysłów na sam adres było multum - poczynając od wspomnianego "nie mam pozwolenia na broń", idąc przez "wyprana z kreatywności", a kończąc na "zaraz mnie szlag trafi", czy (inspirowane jednym z moich opowiadań) "mam dziewczynę". To ostatnie uznałam za świetny sposób na coming out, ale dałam sobie spokój.
Jeszcze by ktoś wysnuł pochopne wnioski.
Albo jak najbardziej poprawne, co byłoby jeszcze gorsze.

Wspomniałam o tym, że piwnic nie lubię, to teraz dociągnę wątek, bo gdzieś po drodze go zgubiłam - w piwnicach nie lubię być sama, kojarzą mi się... różnie. Ale wychodzę też z założenia, że mają w sobie to coś, co można określić mianem "magiczne". Czy czymś podobnym. Mają swój urok.
Moje coś tutaj zostanie pewnie uznane za zdrowo popieprzone, zawiłe, pozbawione głębszego sensu i treści.
Co brzmi jak idealny skrót mojego życia.
Różnica polega na tym, że w moim życiu czeka mnie jeszcze uzależnienie od narkotyków, tułaczka po świecie i wydanie książki, która albo zostanie doceniona po mojej śmierci albo przyniesienie mi bogactwo, kiedy to mój geniusz zostanie doceniony i będzie sławiony jeszcze w czasach, gdy ludzie będą się do pracy teleportowali. Jeszcze nie zdecydowałam.
A jak się skończy piwnica... cóż, zobaczymy.