Ris spędził tydzień na odwyku od komputera, kawy i dużego, przyjaznego, ciepłego prysznica, bo pojechał na wyjazd studencki. Wywieźli go na jakieś zadupie godne miana Centrum Niczego 2.0, bo na lewo las, z tyłu las, na wprost las, po prawej jezioro. Znaczy dzicza, brak cywilizacji i banda studentów dookoła wyraźnie domagających się zastąpieniu krwi wódką w krwioobiegu.Ach, te obozy przetrwania.
Doświadczenie cokolwiek traumatyczne, więc nie ma co się dziwić Risowi, że swój ból i tęsknotę zagłuszał alkoholem. Alkohol dawali to aż głupio nie brać.
Wątroba Risa twierdzi inaczej i cieszy się, że Ris wyszedł ze stanu, w którym budzi się rano i wciąż jest pijany. Jak już jesteśmy przy tym, co wątroba mówi, to mogę dodać, że niezmiennie obawia się ona nadchodzących trzech, w porywach do pięciu lat. Moim zdaniem wątroba dramatyzuje, ale nie mnie osądzać, sama ją wychowywałam, to mam. Przynajmniej nie mdleje mi nagle, to byłoby bardzo niewygodne.
Na wyjeździe zostałam matką. Po godzinie pobytu na miejscu. Zanim wydacie równie potępiający i zdruzgotany jęk, jaki zaprezentowała mi moja rodzicielka, dodam, że adoptowałam małe, rude i wcinające orzeszki. Znaczy wiewiórka przyszła, wlazła na mnie, do kaptura i została niemal natychmiast ochrzczona Ginger. Ewentualnie Gingerem, nie zdążyliśmy określić płci, bo umarła.
Umarła po tygodniu, nie w moich rękach, nie po mojej opiece, żeby nie było. Nie jestem aż tak złym materiałem na opiekuna.
Jesteś.
(I to nie ja pozwalałam Ginger spadać na ziemię, tylko Zmora. Mam nadzieję, że moich dzieci nie będzie sadzać na szafie i obserwować, jak sobie radzą, bo to trochę brutalne. Między innymi dlatego, że dzieci jak skoczą, to i tak nic sobie nie zrobią, a jest spora szansa, ze zamiast skakać zaczną się drzeć).
(Ty jej pozwalałaś skakać na firanki i udawać SpiderMana. Ja nie wiem, która z Was jest gorsza).
Ginger zmarła ostatniego dnia wyjazdu. Nie wiem, gdzie wtedy byłam (pewnie piłaś), ale przegapiłam pogrzeb. Jak smutne jest moje życie, skoro nawet nie mogłam być mistrzem ceremonii na pogrzebie własnej wiewiórki? (Włączasz tryb dramatyzowania. Natychmiast przestań i wróć do podziwiania komentarza kolegi, który powiedział, ze to przez to dostaliście czarne koszulki).
Och, dodam jeszcze, że postrzeliłam Zmorę na paintballu. Prosto w serce. (Nie ma to jak zdrowe związki.) Rządzę. To była ta fajna część wyjazdu. Zaprzyjaźniłam się też z informatykiem, który lubi sprzątać. Mam zamiar trzymać go blisko i zapraszać na obiady. Niech sprząta chłopak na zdrowie.
Odskakując od tematu wyjazdu na koniec - Głosy W Mojej Głowie jeszcze usilniej zaczęły mi się wtrącać w rozmowy i prosta odpowiedź na pytanie "jak dzień?" przerodziła się w długi monolog podzielony na role, najwyraźniej:
Śniła mi się Pani Od Hiszpańskiego.
... Tęsknię za nią.
Cudowna kobieta,
chociaż w śnie była w ciąży. I trzymała martwe dziecko na rękach... ... ...
Dobra, to był dziwny i nierealny sen.
Ta kobieta jest zbyt
kochana i nigdy by nie trzymała martwego dziecka.
Właściwie jestem
pewna, że jej dotyk jest w stanie przywrócić do życia.
Twoją erekcję,
gdybyś była facetem.
Weź się zamknij. Ile razy mam Wam
powtarzać, że nie zakochałam się w niej?!
Nie, skąd. Tylko planowałaś z nią
życie i trójkę dzieci.
... To byłaś Ty.
Racja. Ale ja przynajmniej się nie
wypieram.
Ja nie mam się czego
wypierać, hmpf!
To powtórz jeszcze ze trzy razy, jaka to ona nie jest cudowna
i wspaniała.
Kiedyś zatopię Twój
statek, zobaczysz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz