czwartek, 24 lipca 2014

Życie dorosłe jest piekielnie podstępne i dopada Cię w najmniej spodziewanym momencie. 
Mogę kupować alkohol? Spoko.
Muszę wybrać kierunek studiów? Spoko, jeśli nie liczyć lekkiej depresji i walenia głową w ścianę godzinami.
Załatwiam to i tamto w urzędzie? Spoko.
Diler zostawia mnie samą z interesem, gdy potrzebuje pięciominutowej przerwy? Spoko.
Opiekuję się dziećmi? Spoko.
Szukam pracy? Spoko.
Jadę oglądać mieszkanie ze Zmorą? Spoko.
Muszę kupić pralkę do nowego mieszka-... czekaj chwilę. Pralkę? Kupić? Muszę kupić pralkę do swojego mieszkania, do którego się wyprowadzę i stanę się samodzielną, niezależną od nikogo jednostką? Będę mogła wracać do domu, kiedy będę chciała, nie będę musiała nikomu się meldować, sama będę musiała myśleć o wszelkich domowych obowiązkach...
POMOCY.


Rzecz w tym, ze faktycznie byłam ze Zmorą w Gdańsku, gdzie oglądałyśmy mieszkanie. Z tego, co do tej pory słyszałyśmy, spodziewałyśmy się zapuszczonej rudery na kompletnym zadupiu stojącej tuż nad brzegiem morza, której co i rusz wiatr urywa dach - ale cóż, cena zaniżona, a studentom wybrzydzać nie można, to pojechałyśmy zobaczyć, czy dach będzie urywało, jak przybijemy go dodatkowymi gwoździami.
Na miejscu okazało się, że faktycznie zadupie (nie wiem, jak Zmora, ja poczułam się swojsko po tylu latach mieszkania w moim Centrum Niczego), ale nie nad brzegiem morza. Wysokie budynki dookoła, to może mała rudera była przez nie zasłonięta albo kompletnie ją wywiało zanim dojechałyśmy na miejsce.
Drugą rzeczą, jaką zarejestrowałyśmy były dzieci. Dzieci jak to dzieci, małe, niepozorne, bawiły się, biegały po podwórku. Z karabinami (wiem, że zupełnie jak Zmora, natychmiast poczułam się swojsko. Jeszcze bardziej swojsko, niż wcześniej). Gdy zobaczyły nas na horyzoncie natychmiast wydały jakieś wojownicze okrzyki, okrążyły nas i z morderczymi wyrazami twarzy czekały na rozkazy swojego dowódcy. Z dowódcą udało nam się dogadać, gdy pokazałyśmy mu zadowalający go haracz (napomknę, że kosztowało nas to oszczędności z ostatniego miesiąca, dumę i, na plus, moje zęby są trochę zdrowsze). Machnął ręką i większość się rozbiegła, poza dwójką, która wbiła nam lufy karabinów pod żebra i pchnęła w odpowiednim kierunku do osoby, której poszukiwałyśmy. 
Osoba okazała się nie być spodziewanym przeze mnie łysym, wysportowanym mężczyzną w białym garniturze, z monoklem i czarnym kotem na rękach. Przeciwnie - miła, starsza pani, z przyjaznym yorkiem, kompletnie nie wpisywała się w klimat okolicy i miałam teorię, ze to jedynie przykrywka, a ten apetycznie roznoszący się po mieszkaniu zapach to gotujący się arszenik.
A york pewnie roznosił wściekliznę.
Starsza pani okazała się być osobą mówiącą dużo, długo i obficie, jednak na całe szczęście zauważyła, że jesteśmy zmęczone po podróży, więc skupiła się na krótkich i niezbędnych informacjach, a Ruderę poszłyśmy oglądać, gdy tylko dowiedziałyśmy się, co zaplanowała na przyszły tydzień, gdzie się wychowywała, ile wynosi czynsz za Ruderę, co jadła cztery dni temu na kolację,jaka była pogoda, gdy rodziła swojego pierworodnego oraz poznałyśmy imiona jej dzieci, wnucząt, kuzynów, wujków i stryjecznej babki.
Rudera okazała się wcale nie być Ruderą - ot, zadbany budynek, który znajduje się w bardzo miłej okolicy, jeśli zignoruje się te druty kolczaste, czołgi i niezbyt przyjazne spojrzenie uzbrojonych mężczyzn stojących na każdym rogu. Miło, przyjemnie i dużo miejsca (a przynajmniej dużo miejsca będzie, jak zostaną usunięte wszelkie matkoboskopodobne elementy), nie wspominając o niesamowitym luksusie, którego byłam pozbawiona przez naprawdę długi okres czasu - komunikacja miejska na wyciągnięcie ręki, dziękuję, biorę, reszty nie trzeba.
Brakuje jedynie tej nieszczęsnej pralki. Którą zawsze można wziąć na raty. Już pies trącał świadomość,że AAAA, faktycznie mogę wziąć coś na raty, ale hej, byłam przekonana, że pierwszy taki duży wydatek przeznaczę na porządny czołg, nie coś tak durnego, jak pralka.
Czyli krócej mówiąc - oficjalnie zostałam studentką Uniwersytetu Gdańskiego, jestem dorosła, oglądałam mieszkanie wspólnie ze Zmorą Mojego Życia i planuję popełnić fatalny plan już na początku nowej drogi życia, bo kupię pralkę, zamiast czołgu, dzięki któremu świetnie bym się wbiła w sąsiedzki klimat.
Jeszcze będą mnie podejrzliwie traktować, jak będę zwykłym obywatelem bez porządnej broni w kieszeni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz