czwartek, 17 kwietnia 2014

Cywilizacja w lodówce jest na dobrej drodze do przejęcia władzy nad światem

Moja lodówka jest w świecie znana z tego, że robi za świetną podstawę broni biologicznej, jest niebezpieczna i można się do niej zbliżać jedynie z palnikiem, bo ruszanie jej bez niego zakrawa na narażanie własnego życia. Ów wiedzący o tym świat za duży nie jest, ale podejrzewam, że jakieś sześć miesięcy, w porywach do roku, usłyszy o mojej lodówce lwia część kontynentu - mniej więcej w dniu, kiedy owa lodówka wyewoluuje do wielkiego potwora pustoszącego moje Centrum Niczego.
Dobra, trochę później. Zanim spustoszenie tej dziury dojdzie do cywilizacji i ktoś to zauważy, lodówka zdąży pożreć Tokio.
Do tego dnia jednak pozostało jednak trochę czasu.


Owe, tak poważne zagrożenie, jest sumiennie ignorowane przez resztę domowników. Przez rodzicielkę, bo jej nic nie jest straszne, przez rodziciela, bo dopóki lodówka wydaje mu jedzenie to wszystko jest w porządku, dzieci, bo za młode, by uznać za zagrożenie coś, co nie jest złym bohaterem z bajki albo szatanem (najwyraźniej), siostra - bo podobny poziom, to może lodówka jej nie tknie uznając za bratnią formę życia.
Ja jednak czynię niezbędne przygotowania, by w razie niespodziewanego ataku móc się obronić. W pokoju mam stosowny zapas jedzenia na dwa tygodnie, kuszę, drabinę, dzięki której będę mogła uciec przez okno i aparat do emitowania sygnału S.O.S. by ktoś zauważył i przybiegł z ratunkiem.
Rozważałam, by aparat emitował sygnał "uciekajcie stąd jak najszybciej, jeśli wam życie miłe", ale nie przepadam za tutejszymi ludźmi. To niech próbują swoich sił w starciu z potworem i zginą w jego paszczy.
Ja ucieknę, rozwój wypadków będę obserwować z daleka i jeśli akurat się zdarzy, że Lodówka to niesamowite odkrycie, które przyczyni się do rozwoju świata, medycyny i w ogóle to się zgłoszę jako osoba za wynalezienie odpowiedzialna.
Zakładając, że dostanę za to kasę i nie zostanę oskarżona o śmierć połowy ludzkości.

Ostatnio lodówka weszła na nowy poziom zaawansowania. Mianowicie - najwyraźniej wynalazła wiertło. Z początku myślałam, że zaczęła warczeć i warkot ma nas odstraszyć. Ale przy dotknięciu jej (na które się zdobyłam. Czy możemy proszę docenić mój brak instynktu moją niezwykłą odwagę?) warkot natychmiast ustawał. 
Znaczy nie warczała, bo wtedy by się nie zamknęła, tylko dziabnęła. 
Gdy rękę zabrałam warczenie się wznowiło. Zaniepokojona tym odkryciem poszłam poinformować rodzicielkę, że cywilizacja rozwijająca się w lodówce weszła na nowy poziom zaawansowania, wynalazła wiertło i wskazane jest ulotnić się z domu jak najszybciej.
Rodzicielka, zbyt zajęta dyskusją z szefem fińskiej mafii, machnęła jedynie ręką dając znać, że mam teraz nie przeszkadzać. W tej sytuacji wymamrotałam jedynie, że pff i nie, to nie, potem nie wpuszczę cię do swojego schronu i pierwsza zostaniesz zeżarta, o.
A potem doszłam do bardzo smutnego, przejmującego i skłaniającego do natychmiastowej emigracji wniosku.
Zostanę pożarta przez własną lodówkę.

Chwilowo jeszcze nic nie widać, więc Lodówkowa Cywilizacja nieźle się maskuje. I już nie wierci. Ja jednak nie daję się wyprowadzić w pole - złowieszczy charkot pamiętam i niezmiennie próbuję dociec, co takiego Cywilizacja Lodówkowa wywiercić próbowała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz