Mam do napisania tekst na jutro, na pojedynek. Do tekstu mam listę wymogów, które aktualnie bardzo sumiennie ignoruję i znając życie wrzucę wszystkie w jednym, ostatnim zdaniu (które będzie co najmniej fascynujące, biorąc pod uwagę fakt, że na owej liście znajdują się między innymi potwór, owsianka i segregacja). Ale ponadto do pojedynku dobrałyśmy sobie motyw przewodni "grupa przyjaciół znajduje trupa", bo to bardzo przyjemny i swojski, niemal z życia wzięty, temat jest.Pojedynki mają to do siebie, że odwlekam je na ostatnią chwilę i ostatecznie wychodzi mi takie nie wiadomo co. Ale to jest przypadłość zbiorowa, przynajmniej z tego, co zdążyłam zauważyć. I Zombiak - szanowna przeciwniczka w pojedynku - również na tę przypadłość cierpi, przez co ostatnio nastąpił między nami dialog:
Zombiak: ... w połowie działu Fem/Slash FiS, zorientowałam się, że robię sobie spis, żeby nie pisać pojedynku.
Ja: ... ja zaczęłam depilować nogi.
Napomknę, że robienie spisów to rzecz diabelnie czasochłonna i wymagająca babrania się z htmlem. Paskudztwo znaczy.
Na pojedynek pewnie do jutra nie miałabym pomysłu, gdyby nie mój wczorajszy powrót na północ. Z rana zostałam odstawiona przez Siostrzycę i rodzicielkę na pociąg, wsadzona do środka (rodzicielka tradycyjnie się pokrzywiła na warunki jazdy, jakie sobie wybrałam, Siostrzyca tradycyjnie upewniła się, że pożałuję pokazywania się z nią publicznie) i pożegnana. Rozsiadłam się wygodnie, wyjęłam komputer na kolana i szczęśliwie wsadziłam słuchawki w uszy. Stację później zostałam zmuszona do ich wyjęcia, ponieważ jakaś kobieta (na oko mająca około czterdziestki i szaleństwo w oczach) stanęła naprzeciwko mnie, oznajmiając, że to jej miejsce. Zaprzeczyłam i wyciągnęłam bilet, by pokazać, że wcale nie, chociaż serce mi trochę szybciej zabiło, bo znając moje ogarnięcie życiowe (oraz biorąc pod uwagę fakt, że odstawiała mnie Siostrzyca, wredna żmija) to równie i dobrze mogłam siedzieć w złym wagonie). Kobieta popatrzyła, ze zdziwieniem rozwarła swe powieki szerzej i zaczepiła przechodzącego akurat konduktora. Konduktor wysłuchał, wziął oba bilety i obejrzał je uważnie.
- A gdzie pani jedzie? - zapytał kobiety nad wyraz uprzejmie.
- Do Krakowa!
- Proszę pani, to jest pociąg do Gdyni.
Śmiechem nie parsknęłam najpewniej tylko dlatego, że w moim mózgu natychmiast zadziałał ciąg skojarzeń i zaczęłam pisać tekst na pojedynek, zanim ów ciąg skojarzeń przepadł bezpowrotnie.
(Nadmienię, że kobieta - bez powodzenia - próbowała konduktora przekonać, by zatrzymał pociąg ewentualnie pozwolił jej wyskoczyć. Informacja, że pociąg jedzie 160km/h jej nie zraziła szczególnie).
I cóż, pomysł jest, motyw przewodni w pomyśle i napisanym już tekście się przewija. Jutro termin pojedynku mija, nic więc dziwnego, że w końcu się zabrałam na porządnie za pisanie. Leżymy już ze Zmorą w łóżku, Zmora jeszcze czyta na dobranoc, ja przelatuję wzrokiem pojedynek.
- Ty, ile waży noga?
- ... czyja?
- Człowieka. Staruszka. Takiego około sześćdziesiątki. Ręki i noga w sumie - uściślam szybko, oczekując odpowiedzi natychmiast, żeby móc dalej pisać.
- ... co? - Zmora poprzestaje na tym i wpatrywaniu się we mnie z zafascynowaniem, więc wywracam oczami i daję sobie spokój.
- No dobra, zapytam Google.
Google niewiele pomaga, jedynie poprawia humor odpowiedzią anonima, w tym temacie. Myślę, jeszcze raz przypominam sobie przebieg wydarzeń z tekstu i zaczynam mamrotać pod nosem.
- No to dajmy na nogę z piętnaście, na rękę to będzie jakieś, jak to odejmę od powiedzmy sześćdziesięciu, bo to wysuszony staruszek będzie, to wyjdzie trzydzieści pięć kilo... ile waży przeciętna walizka?
- ... nie mam pojęcia co ty liczysz, ale to z każdą chwilą robi się coraz bardziej fascynujące.
- Głowa dużo waży! Ale głowy to mu nie utnę...
- Słuchaj, ja tu mam scenę seksu, gdzie oni mają różne części ciała, to już jest wystarczająco dziwne - mówi Zmora, gestykulując między mną, a leżącym przed nią komputerem.
Niedługo potem doszła do wniosku, że żyje z psychopatką, z kolei niepokojąco późno zapytała czemu w ogóle chcę zabijać staruszka. Teraz sama się nad tym zastanawiam. W końcu dzieci są o wiele lżejsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz