Z okazji wyprowadzki do innego miasta w słusznym i szlachetnym celu szerzenia swojej wiedzy na uczelni wyższej, w domu bywam rzadko i nigdy bez konkretnego powodu, bo biedny student jestem, nie stać nie na częste kursy Gdańsk-Centrum Niczego z powodu zwykłego widzimisię. Czasem jestem tu co miesiąc, czasem co dwa, zależy jak akurat złożą się święta, nie święta, urodziny smarkaczy, czy inne bardzo ważne spotkania towarzyskie. Morał z tej bajki jest taki, że rodzice powoli przyzwyczajają się do mieszkania samotnie.No, prawie samotnie.
Mają jeszcze dwa psy i kota. Kot, jak to kot, rzadziej jest, niż go nie ma, a jak jest to żre. Albo śpi. Z psami rzecz ma się inaczej - domagają się spacerów, żarcia, a teraz na dodatek jeden z nich ma cieczkę, więc trzeba je od siebie odseparować, bo ostatnie czego w tym domu potrzeba to małe, futrzaste, wszędzie sikające i próbujące wszędzie wleźć, by tam nasikać (już tak robi wszystko, co przez przypadek wypuścimy z Lodówki).
- Moi rodzice tak odwykli od tego, że jestem w domu, że są przekonani, że nasz pies ma supermoce. Znaczy zamykają go w przedpokoju, gdzie nie może doskoczyć do klamki i ogólnie nie ma ich jak otworzyć. I za każdym razem, jak pies nagle się pojawia obok to pytają siebie wzajemnie "ty go wypuściłaś/łeś?" i z wypisanym "WTF" na twarzach patrzą na psa, zastanawiając się na głos, jak to zrobił. Czekam aż sami skojarzą, żeby im mózgi na starość nie zardzewiały.
- Niedługo
zapomną o twoim istnieniu.
- Czekam na
dzień, w którym zapytają kim jestem i co robię w ich domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz